W domu mieliśmy tylko dwa plecaczki-zwierzaczki, barzdo ozdobne, ale o niewielkiej pojemności.
W związku z tym, dzień przed wycieczką pojechałam do jablizszego CH, w celu nabycia odpowiedniego plecaczka. I nie znalazłam nic odpowiedniego, każdy sensownie wygladajacy plecak, był za duży na moją córeczkę.
Od czego jednak mam w domu maszynę i sprawne ręce. Zosia pojachała z takim oto plecaczkiem.

Po powrocie Zosai miała duuużo do opowiadania.
Jechali autokarem i ona siedziała z Agatką (po roku przedszkola, pierwszy raz usłyszałam coś o Agatce). Panie dały im do plecaczków kanapki i banana i picie w butelkach. Tyle dowiedziałam się na gorąco. Dopiero później Zosia przeszła do mniej ciekawych, wg. niej. kwestii ;)
Po teatrze byli w parku (w Łazienkach mój przyp.), gdzie widzieli wiewiórki, myszkę i pawły (pawie). I dzieciom zachciało się siku, i pani Agnieszka wysadzała całą grupę na trawkę :/ ;)





Domek wygląda na zdjeciu jak większy kiosk, miał 42mkw powierzchni, dwie sypialnie, salonik, kuchnię i łazienkę. Spaliśmy rodzinnie, w jednej z sypilni, a wyglądało to tak.



















Juz wracając do Polski, zjechalismy trochę z drogi, i pojechaliśmy na przylądek Arkona. Zobaczyć szczątki siedziby i miejsca kultu religijnego zachodnich słowian. 