24 października 2007

Popłudniowa drzemka

To był ciężki dzień, od samego arna wszystko szło "nie tak". Wszystko leciało mi z rąk, co chwilę coś rozlewałam, rozsypywałam. A dzieci doprowadzały mnie do pasji. Uciekłam przed swoją agresja do kuchni, zrobić obiad ;) Nic tak nie rozładowuje napięcia, jak obieranie jarzyn i tarkowanie ich. Przyjemne z pożytecznym, bo dzieci uwielbiają tartą marchew. Po 15 min, ukoiłam nerwy i poszłam sprawdzić co oznacza cisza w pokojach. Otóż Ignaś wszedł do Zosinego łóżeczka i tam usnął, a Zosia ... sami zobaczcie.


I jeszcze słodki (?) Ignaś.

23 października 2007

Mt

Po serii kilkudziesięciu "zwykłych" mejtajów przyszła mi ochota na trochę bardziej bajeranckiego. Nie ukrywam, że jestem rzemieślnikiem, nie artystką, ale nawet rzemieślnik ma czasem ochotę coś "stworzyć" ;)

Robótki Zosi

Co jest ulubioną zabawką dzieci szyjącej mamy? Oczywiście wszystkie jej gadżety :) Nie jestem w stanie policzyć ile razy dzieci rozkręciły mi maszynę. Nie, nie na części, ale kręciły wszystkimi możliwymi pokrętłami, wajchami, suwakami, szyjące panie wiedzą jak upierdliwe ustawianie wszystkiego na nowo. Żeby zagospodarować to zainteresowanie, na razie tylko Zosi, dałam jej zadanie - przyszyć guzik. Poniżej przedstawiam efekt eksperymentu. Zosia miała mniej niż 3lata, gdy go przyszywała, wielką igłą :)

Z guzikiem jakoś poszło, i to wg. mnie nawet bardzo dobrze :) Ignaś wtedy spał i nie musiałam go odganiać. Jakiś czas potem Zo spróbowała haftowania. To okazało się dużo trudniejsze. Ale wzrósł apetyt na więcej.

I jeszcze obraz, niemal nasz portret, tyko nie mam takiej sukni :)

18 października 2007

Pierwsze koty za płoty.

We wtorek przyszła Pani obejrzeć nasze mieszkanie. Szuka mieszkania dla Swojej mamy. Podobało jej się, niestety uznała, że jest za drogie. Nie, nie za drogie, tylko jej nie stać.

Nieopatrznie powiedziałam dzieciom, po co ta Pani przychodzi, że chce obejrzeć nasze mieszkanie i może je kupi. Na to Zosia się rozpłakała, że dlaczego Pani chce nam zabrać mieszkanie, i gdzie my będziemy mieszkać, bo przecież samochodu już nie mamy. Samochód też kupiła od nas jakaś Pani, przyjechała go obejrzeć i od razu kupiła, a my do tej pory nie kupiliśmy nowego. Nam to nie przeszkadza, ale dzieciom było bardzo przykro.

Pierwszy raz poczułam, że będzie nam żal się wyprowadzić. W tym mieszkaniu jest coś wyjątkowego. Już kiedy oglądaliśmy je pierwszy raz, wiedzieliśmy, że to jest to, nasze miejsce. Było bardzo zaniedbane, zagracone. Poprzedni właściciel mieszkał tu 50lat. Odremontowaliśmy je, przede wszystkim odsłoniliśmy piękne deski na podłodze, zerwaliśmy tapety. Wyrzuciliśmy wszystkie graty, które zostawił Pan Mroczek.

Postawiliśmy w oknach swoje kwiaty, zaprzyjaźniliśmy się z sąsiadami, urządziliśmy kilka naprawdę udanych imprez, i wiele, wiele spotkań z przyjaciółmi. W tym mieszkaniu naprawdę można pogadać, nawet z zupełnie obcymi ludźmi, wszystkim rozwiązują się u nas języki. Mieszkanie to idealnie pasuje do naszej ulubionej muzyki: SDM, Enya, Altan, Rivrdance. Mieliśmy "dobrą rękę" do ślubów i dzieci. Tak się złożyło, że krótko po wizycie u nas niezdecydowany chłopak mojej serdecznej koleżanki oświadczył się jej i już od roku są przykładnym stadłem. Poznaliśmy wielu narzeczonych, a potem bawiliśmy się na ich weselach. Odwiedzali nas znajomi, którzy nie mogli podjąć decyzji o dziecku, chyba chcieli zobaczyć, że z dzieckiem też można żyć, a nawet podróżować. Potem odwiedzali nas powiedzieć, że to już, i pożyczyć książki o ciąży, porozmawiać o swoich dolegliwościach, obawach i nadziejach.

Jak się teraz wyprowadzić, i dokąd? Do zwykłego bloku? Nawet nasz blok jest inny niż wszystkie, jest długi i zbudowany po łuku, pokoje mają kształt trapezów.

A może zaszaleć i wyprowadzić się na wieś, pod Celestynów? Mam folder, w którym gromadzę zdjęcia wnętrz, wiem jak będzie wyglądała wymarzona kuchnia, sypialnia i salon. Nie mam pomysłu na łazienkę. Dziś znalazłam idealny pokój dla dziewczynek (czy ja będę jeszcze miała córeczkę?). Wklejam kilka zdjęć, może Wam też się spodobają.

Elewacja
Salon i jadalnia

Sypialnia, absolutny minimalizm
a może taka?

Kuchnia
pokój dla dziewczynek

Tłumaczymy sobie, że to nie kwestia budynku, tylko nas, że ludzie lubią nas, a nie naszą podłogę ;) i my decydujemy o charakterze wnętrz, ale czy gdzie indziej uda się zbudować taki nastrój i ciepło?

U nas wszyscy czują się jak w domu, bo wszystkie nasze meble pochodzą z Ikea, i wszyscy je doskonale znają :)

16 października 2007

Wygrzebane w sieci

Okładka i jedna ze stron starej książeczki z wykrojami ubranek dla dzieci. Książka niestety nie jest moja :( Ale zawsze miło pooglądać.


Microsoft PowerPoint

Od dawna marzę o profesjonalnym programie graficznym, do rysowania i do obróbki zdjęć. Jeszcze długo taki zakup pozostanie w sferze marzeń. A póki co radzę sobie jak mogę. Wszystkie projekty graficzne obrabiam w ... powerpiont-cie. Dzisiaj, przedstawiam dziewczynkę z jabłkiem. Narysowanie jej zajęło mi dużo czasu, ale efekt jest zadowalający.

14 października 2007

Z wiekiem zmienia się tyle rzeczy.

Na przykład smak. Moja mama od lat narzeka, że nie smakują jej lody i czekolada, a kiedyś mogła jeść tylko to (pewnie, że mogła, nic jej nigdy nie szło w biodra, zawsze była i jest super laska :), a teraz jej nie smakuje. Nie wierzyłam, i nie przypuszczałam, że mnie też to kiedyś spotka. A jednak, przestałam lubić słodkie, nie ruszają mnie lody, czekolada, jedynie domowe ciasta mogą mnie skusić, np. muffinki upieczone przez Visennę nie postały długo :)

Co mnie teraz rusza? Ryby! Na spacerze nadkładam drogi, żeby choć przejść koło rybnego i popatrzeć na te sałatki, wędzonego łososia, krewetki. Nie robię ryb tak często jak bym chciała, bo moja rodzina nie dorosła jeszcze do tego smaku. Powoli się jednak przyzwyczajają, że ryba jest na obiad nie tylko w piątek ;) Na przykład pyyyyszna flądra, kto by się nie skusił?!

13 października 2007

Ku pamięci

Ten blog istnieje dopiero od kilku miesięcy, a już cztery razy zmieniałam szablon. Wklejam zrzut ekranu obecnej wersji, poprzednich nie zachowałam, i teraz nie mogę porównać, która była lepsza.

12 października 2007

Nowi lokatorzy.

Kilka tygodni temu nasza rodzina powiększyła się, zamieszkało z nami 11 myszek. Są malutkie, słodkie, każda inna, i każda rozbrykana. Nie udało mi się zebrać wszystkich razem do zdjęcia, trzy schowały się w najciemniejsze dziury, najstarsza wypełniała ważną misję. A i te, które połapałam, nie mogły usiedzieć w miejscu, w czym wybitnie pomagał im Ignaś.



Jedna z myszek, miała bardzo ważne zadanie do spełnienia, chodziła z Zosią do przedszkola w pierwsze, najtrudniejsze dni. Taka myszka jest idealną pocieszycielką, można ją mocno złapać w małą rączkę, nikt jej nie zobaczy, jeśli właściciel nie będzie chciał. A gdy już spełni swoje zadanie, można schować ją do kieszeni, bo zajmuje mniej miejsca niż chusteczka do noska. Teraz myszka mieszka w przedszkolu, na Zosinej półeczce, pilnuje jej kapci i worka.




06 października 2007

Zakupy mniej poważne ;)

Od jakiegoś czasu śledzę aukcje z maszynami do szycia, moja jet nadal w świetnym stanie, ale ma tylko podstawowe ściegi: stębnówkę, zygzak, może szyć do tyłu i przeszywać potrójnie. Jak do tej pory taka mi wystarczała. Jednak im więcej szyję pojawiają sie nowe pomysły i moja maszyna nie jest w stanie sprostać nowym wymaganiom, takim jak ścieg kryty, satynowy, ozdobny itd.

Oto co znalazłam i kupiłam na allegro :)

Dwie maszyny, piękne prawda?


Żelazko, bo krawcowa bez żelazka, jak bez ręki


I....kasa, rodzina żartuje, że kupiłam kasę fiskalną. Niestety nie są dalecy od prawdy, lada tydzień przekroczę granicę obrotów, za którą już trzeba rozliczać się kasą fiskalną. Najtańszy model widziałam za ok 700zł :/ A póki co, ta będzie mi służyła :)

05 października 2007

Znalezione na allegro

Szukałam książki z wykrojami zabawek dla dzieci "1001 zabawek" pamiętam taką ze swojego dzieciństwa. Prawdziwa kopalnie pomysłów na zabawki ze wszystkiego: papieru, materiałów, włóczek, korków itd. Były w niej zabawki o różnym stopniu trudności, ozdoby świąteczne. Niestety nie znalazłam jej. Za to kupiłam kilka innych książek, również zapamiętanych z dzieciństwa, prawdziwy wehikuł czasu. M.in.

"Świat zabawek" Makarenki - pamiętacie takie ilustracje. Miałam książeczkę, na okładce której były podobne zwierzątka. Miś coś haftował, była też lisiczka w białej ludowej koszuli, z haftowanymi rękawami, ale tytułu nie pamiętam. Kilka lat temu widziałam wznowione wydanie na wystawie księgarni w Bibliotece Publicznej na Koszykowej. Bardzo żałuję, że jej wtedy nie kupiłam ,teraz nawet nie wiem czego szukać :(



"Haft dla dzieci" - mama ozdabiała nam w ten sposób kołnierzyki i kieszonki szytych przez siebie bluzeczek i spodni. W trudnych zaopatrzeniowo latach 80-tych, byłyśmy z siostrą najlepiej ubranymi dziećmi. Nasza mama potrafiła uszyć wszystko, robiła też na drutach, szydełkiem, haftowała.

03 października 2007

Jednak NIE.

Pojechaliśmy jeszcze raz obejrzeć mieszkanie, zabraliśmy ze sobą rodziców Kuby żeby spojrzeli na nie z dystansem, bo my już nie potrafimy. Ich argumenty przekonały nas, do tego skomplikowała sie nasza zdolność kredytowa :(

Wczoraj pół dnia sprzątałam nasze mieszkanie i robiłam zdjęcia od oferty sprzedania. Wyszło bardzo ładnie, aż szkoda się wyprowadzać. Co prawda ładnie wyglądały tylko pomieszczenia aktualnie fotografowane, bo wynosiłam wszystkie zbędne, burzące harmonię przedmioty.
Sami oceńcie.

Mam pytanie do dobrych obserwatorów. Czy zasonki w dziecięcym pokoju nie są podobne do chusty leżącej na jednym z łóżeczek? Wiecie jaki to kolor?

02 października 2007

Nowe mieszkanie.

Od jakiegoś czau mamy wrażenie, że już nie mieścimy się na naszych 35m ;) Mój mąż wierzy w numerologię ;) i bardzo przemówił do Niego pomysł zmiany mieszkania z okazji 5lat małżeństwa ;)

Jedno niemal idealne przeszło nam koło nosa, i następnemu na to nie pozwolimy. W zeszłym tyg. widzieliśmy takie prawie idealne, dość duże, ładne, z klimatem, i TANIE.

Trzy pokoje, 73m w przedwojennej kamienicy, na klatce tylko dwa mieszkania. Duża, ogrodzona działka, zamknięty parking. Do tego strych 35m i 10m piwnica tuż pod łazienką, można zrobić zejście bezpośrednio z korytarza. Mieszkanie jet dosyć wysokie 2,8m. Wszystko jest zrobione, można natychmiast się wprowadzić. Wszystko, to znaczy wszystko: instalacja elektryczna, wod-kan, centralne ogrzewanie(własny piec gazowy). Idealnie gładkie i czyste ściany. Kafelki, panele, nowe okna i wszystkie drzwi, i to takie, że sami na pewno nie szarpnęlibyśmy się na taki standard. Nawet oświetlenie halogenowe. Jedyne czego nie ma to kuchnia, tylko zlew, kuchenka dwupalnikowa i kilka półek, ale przy wszystkim innym to nie problem.

Są też minusy, 2 przechodnie pomieszczenia (kuchnia z jadalnią i jeden z pokoi), daleko do autobusu, jak by nie patrzeć, to jest stary budynek. To nie jest w Warszawie, tylko trochę pod, w Piastowie. Dziś się zdecydujemy, raczej na tak :)

Chusty wrócą do łaski, codziennie rano będę musiała dotransportować dwoje dzieci do autobusu (ok 10 min szybkiego marszu) i do Ursusa, odwieźć Zosię do przedszkola. I po południu ją odebrać. W sumie 3h przeznaczone na dojeżdżanie. Nie mam już wyboru i muszę zdać prawko.

I jeszcze kilka zdjęć: